3 lata bez Neosia...

 


Neosiu,
to już trzy lata, odkąd Cię z nami nie ma. ♥
Czasami czuję się tak, jakbyś nigdy nie istniał… jakby czas, kiedy byłeś obok, należał do jakiejś innej rzeczywistości. I właśnie to boli najbardziej. Bo skoro coś wydaje się snem, to trudniej uwierzyć, że było prawdziwe. A było. Ty byłeś. Najprawdziwszy.
Jestem wdzięczna. Za Ciebie. Za wszystko, czego mnie nauczyłeś. I za to, że przysłałeś mi Tadzika, wiem, że to nie był przypadek.
Doczekaliśmy się balkonu, Neosiu. Byłbyś w siódmym niebie. Mimusia jest - godzinami siedzi na drapaku albo parapecie i obserwuje świat jak jest w miarę ciepło. Czasem przez siatkę wpada do nas sikorka, na szczęście Mimi zawsze chwilę się „przygotowuje”, więc ptaszek zdąży odlecieć. Balkon okazał się strzałem w dziesiątkę dla całej naszej czwórki. Myślę o Tobie wtedy często.
Są chwile, kiedy czuję Twoją obecność. Gdy stoję w kuchni i nagle mam wrażenie, że Twoje futerko ociera się o moją nogę. Patrzę w dół i nikogo nie ma, koty śpią. I wtedy wiem. To byłeś Ty. I jakoś jest mi łatwiej wszystko poukładać w głowie.
Tadzik od pierwszego stycznia zaczął rehabilitację. Jest pod opieką naszej fizjoterapeutki, ale tę „czarną robotę” wykonuję ja. Robię to bo wiem, że naprawimy stan po kontuzji. Wiesz, jaka jestem - dla nich zrobię wszystko.
Kiedyś poznasz Tadzika i Fifcia. Ale mam nadzieję, że nie w najbliższych latach. Daj mi się nacieszyć moim stadkiem tutaj, na ziemi. Jestem niesamowitą szczęściarą, że mogę z nimi żyć i obserwować ich dzień po dniu.
Kocham Cię nieprzerwanie. Zawsze.
Uściskaj Reksia.
Emi


Komentarze